O przyjaźniach w pikselach

Standard

Dzień dobry po raz pierwszy!

Tu powstaje świat, myśl myślami się przykrywa i czeka na następne. Zazwyczaj staram się wprowadzić w to, co się właśnie teraz dokonuje, ale tym razem, rzucam Cię, Czytelniku, na głęboką wodę i liczę, że sobie poradzisz. Lecz nie ma się czego obawiać – w myślach tylko czasami można utonąć. W większości przypadków obsiadają one człowieka jak pijawki, próbując wyssać z niego co najlepszego swoimi nieistniejącymi ustami. Mam jednak nadzieję, że te moje potworki staną się z Tobą symbiotyczną jednością i że z przyjemnością będziesz po nie wracać; może któregoś zaadoptujesz? Tak czy inaczej, oto pierwszy potwór.

Kiedy zaczynamy nawiązywać przyjaźnie, przenosimy je w każdą dziedzinę naszego życia, w każde miejsce, w którym mamy kontakt z ludźmi. Nieważne, czy jest to gimnazjum, uczelnia, biuro, w którym pracujemy czy impreza urodzinowa, a także internet – wszędzie tam  zawiązujemy przyjaźnie, które trwają bądź nie. Jednak pozostaje pytanie, jak utrzymać przyjaźń w ogóle, w życiu codziennym? Nie jest to proste, a więc nasuwa się kolejna kwestia – jak radzić sobie z relacjami “pikselowymi”, przez Internet? 

W procesie socjalizacji jesteśmy uczeni przez rodziców, że kiedy przychodzi ciocia, należy się przywitać, powiedzieć “dzień dobry” lub podać rękę. To zasadniczo pierwszy krok, który robimy w stronę przyjaźni jak również najczęstszy, najpewniejszy z racji braku umiejętności poruszania się w relacjach międzyludzkich. Przecież wszyscy wokół witają się, gdy widzą się pierwszy raz od dłuższego czasu, z kolei rozmowy, jakie prowadzą nie sposób (małemu dziecku) zrozumieć. Dlatego też powitanie otwiera nam drogę do dalszych kontaktów czy interakcji, które podejmujemy, by zbudować naszą pierwszą w życiu relację (a także następną; każda znajomość zaczyna się przecież od przywitania). I pewnie wielu z nas zapoczątkowało ją w piaskownicy, kiedy akurat w tym samym czasie inna mama ze swoim dzieckiem także przyszła się pobawić. Na szczęście, nawet, gdy dziecko nigdy więcej się nie zobaczy kolegi, z którym zbudowało zamek z piasku, w jego oczach to jest z pewnością coś wyjątkowego. Do tej pory przecież była mama, tata, dziadkowie, tuziny ciotek i wujków, ale nigdy nikogo “z zewnątrz”. I chociaż wszystkie przyjaźnie należą niejako do naszej rodziny, bo osoba, z którą ją zawarliśmy, nie jest nam obca, schemat pozostaje taki sam – różnicę jednak zauważamy, bo już nas tak to nie zaskakuje, wszak staje się czymś codziennym.

Jeżeli nie przesiadujemy w swoich jaskiniach większości dnia, zaszyci w czterech ścianach własnych myśli, istnieje duże prawdopodobieństwo, że codziennie poznamy kogoś nowego. Nawet w szkole, do której chodzimy już drugi rok czy na uczelni tuż przed napisaniem magisterki. Oczywiście, samo poznanie nie warunkuje powstania przyjaźni, ale daje pretekst, by podać komuś rękę, a więc potencjalnie otworzyć furtkę poznanej osobie, dać swego rodzaju zaproszenie do stworzenia poważniejszej relacji. Pierwsze wrażenie, które robi na nas dana osoba, zazwyczaj otwiera drzwi do pierwszego poziomu znajomości, w zasadzie najprostszego do przejścia.

Faza fascynacji, jakiej doświadczamy na myśl o możliwości poznania drugiego człowieka to pierwszy etap. I niezależnie od naszych intencji – czy chcemy się zaprzyjaźnić, czy traktujemy tę osobę jak przyszłego partnera/partnerkę – on zawsze następuje. Niekiedy jednak nie jesteśmy go do końca świadomi, bo przecież logiczne, że poznając kogoś, należy się o nim dowiedzieć więcej. Tak więc rządzi nami raczej cel właściwy – przyjaźń lub zakochanie. Fascynacja jest więc jednym ze sposób, koniecznym do osiągnięcia go.

Niestety, zaraz po niej robi się znacznie trudniej. Pierwsze emocje związane z poznaniem nowej osoby opadają. Fascynacja również zanika. W wielu przypadkach na tym etapie znajomość przechodzi w stan zawieszenie, kiedy uznajemy oficjalnie, że znamy tę osobę, ale zasadniczo z nią nie rozmawiamy zbyt wiele. Ten moment jest egzaminem dla nas obojga – dla mnie jako osoby, która powinna swoją otwartością dać się porwać fascynacji, druga strona zaś musi mnie zainteresować, jeśli chce, abyśmy wyszli poza ramy koleżeństwa.

Następnie nasze losy toczą się w różnych kierunkach. Nie na tym chcę się skupić, tak więc napomknę tylko, że przeżywamy wzloty i upadki, kłótnie i piękne chwile. Niestety, przenosząc relacje na ekrany komputerów (mam na myśli nawiązywanie przyjaźni od samego początku przez Internet, a nie kontynuowanie ich z kimś już poznanym) wszystko zmienia się diametralnie.

W zasadzie, jakiekolwiek hobby nie wybierzemy, zawsze mamy do czynienia z ludźmi. Języki obce nie są wyjątkiem. Kontakt z ludźmi jest istotą tej pasji, a więc siłą rzeczy nie da rady inaczej. Chcąc doskonalić swoje zdolności, korzystamy z dobrodziejstw Internetu. Niech za przykład posłuży ta strona. Logujemy się i stoją przed nami otworem profile tysięcy ludzi z przeróżnych kręgów kulturowych. Podekscytowani, piszemy do dziewczyny z Singapuru (o matko, to przecież kompletnie inny świat, tak nas to ekscytuje!), ale niestety, ona nie odpisała. Widzimy, że przeczytała naszą wiadomość, ale widocznie nie zainteresowaliśmy jej swoją osobą. Cóż, chyba nie pomylę się, mówiąc, że to jakieś 80% wszystkich prób nawiązania kontaktu z drugą osobą mieszkającą gdzieś na Ziemi. Tak więc co sprawia, że to tak okropnie trudne nawiązać kontakt przez Internet i utrzymać go przez długi okres czasu? 

Jest wiele czynników, które na to wpływają. Pierwszym z nich jest postawa, jaką prezentują ludzie na takich stronach jak przytoczona powyżej. Jej celem jest nawiązywanie znajomości z innymi ludźmi (zresztą nawet tytuł strony tak utrzymuje), podczas gdy paradoksalnie, większość (50%) osób ma na swoim profilu jedno lub więcej zdjęć (a czasem żadnego lub nie związanego z ich osobą), a ponadto nie zawiera w nim często więcej niż imienia i wieku oraz płci lub ogranicza się do kilku zdań. I jak tu w ogóle zacząć rozmowę?

Zakładając jednak, że osoba zainteresowała nas swoim profilem czy choćby zdjęciem (bo uwaga: często wystarczy skomentować komuś zdjęcie, by otworzyć sobie drogę do komunikacji z danym człowiekiem), kolejną rzeczą jest po prostu słabnąca fascynacja. To drugi, zaraz po ignorowanych wiadomościach, powód, dla którego nie jesteśmy w stanie utrzymać znajomości. Kończy się więc na kilku wymienionych wiadomościach, a potem nie ma już nic. Powody tego są różne – a to ktoś nie ma czasu, innego po prostu denerwuje to, co piszesz, a jeszcze ktoś po prostu nie odczyta lub zapomni. Tym jednak nikt się już nie zajmuje. Zostawiamy za sobą tę małą porażkę i biegniemy dalej, by zmierzyć się z kolejnym problemem.

Strefy czasowe. To prawdopodobnie najbardziej irytujące zjawisko, jakiego doświadczamy w kontaktach z Amerykanami czy Azjatami, i takie zarazem, na które nie mamy wpływu. W tym wypadku najlepszą rzeczą, jaką można zrobić jest po prostu pogodzenie się z myślą, iż kontakt będzie sporadyczny – będziemy otrzymywać wiadomość raz dziennie, a porozmawiamy ewentualnie w weekend – i nie będzie żywy w sensie bieżącej rozmowy tylko odgrzewany jak wczorajszy kotlet, no, chyba że któraś ze stron się poświęci.

Puśćmy na chwilę wodze fantazji i wyobraźmy sobie, że żadna z rzeczy powyżej opisanych nas nie dotyczy. To swego rodzaju zaszczyt i wyróżnienie, naprawdę. I pojawia się kolejny problem – odległość. Kilometry te bowiem nie dzielą nas jedynie fizycznie; one tworzą także barierę psychiczną. Mam tu na myśli sytuację, w której każdy ma swoje życie i znajomych, z którymi spędza czas na zasadzie codziennego kontaktu, a naszą relację budujemy tylko wieczorami, w chwilach, gdy odpoczywamy od rzeczywistości. Można by powiedzieć, że to kompletny brak szacunku dla osoby po drugiej stronie ekranu, gdyby nie to, że ta również ma swoje życie i nie myśli o ludziach z internetu tak często jak o znajomych ze szkoły czy pracy (nie zagłębiajmy się w przypadki szczególne). Czy jednak pomimo tylu przeszkód można utrzymywać dobry kontakt z ludźmi poznanymi w Internecie? 

Odpowiedź: oczywiście, że tak. Wystarczy chcieć. Pierwszym krokiem, jaki możemy zrobić jest poproszenie o inną drogę kontaktu do danej osoby. Niech to będzie Skype czy Facebook, od biedy jakiś WhatsApp. Ale to już coś! Ludzie częściej przesiadują w miejscach, gdzie mają kontakt również ze swoimi znajomymi z, jak to się mówi, “reala”. Następnie, należy nastawić się na początku raczej na coś w rodzaju dobrego koleżeństwa, aniżeli przyjaźni. Tak o, aby nie robić sobie zbędnych nadziei. Jednocześnie zaś – nie ma rzeczy niemożliwych, ludzie żyją w związkach na odległość, opierając swoje “kocham Cię” na połączeniu internetowym i tym, co sami wewnątrz przeżywają, każde z osobna.

Podsumowując, istnieje wiele przeszkód, które staną nam na drodze do przyjaźni, ale – być może zabrzmi to okrutnie – nie ma sensu się tym przejmować czy brać do siebie. Trzeba biec, zawsze biec i się nie zatrzymywać. Jest tylu ludzi na świecie, którzy czekają, aby do nich napisać!

Advertisements

zostaw komentarz

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s