Poemat o wolności Jacka Kerouaca

Standard

Postać Kerouaca przywodzi na myśl Beat Generation, czy też – bardziej poetycko – Renesans z San Francisco. Co więc za tym idzie, w dalszym łańcuchu skojarzeń, mam przed oczyma „Skowyt” Ginsberga oraz ludzi, których buddyzm, narkotyki, seks i alkohol pożerają swoimi mackami, sprawiając, że pragną oni więcej i więcej. Można by z pewnością polemizować czy autor „Włóczęgów Dharmy” również daje się porwać temu wszystkiemu. Jednakże bez zagłębienia się w tę opowieść nie jesteśmy w stanie tego ocenić.
Rok 1958, a dokładniej moment, kiedy książka ujrzała światło dzienne, był z pewnością bardzo ważny dla tych, których sam Kerouac znał (i opisywał), bo przecież przyczynił się do kształtowania ich toku myślenia i, muszę przyznać, że wpłynął także na mój światopogląd, za co chciałbym podziękować Smithowi, bohaterowi książki, alter ego autora.

„Włóczędzy Dharmy” to powieść autobiograficzna, w której właściwie zawarty został cały ruch beatników, wpleciony tak na dobrą sprawę, w historię o przyjaźni, historię Raya Smitha i Japhy’ego Rydera. To oni właśnie, młodzi, zafascynowani myślą buddyjską, dążą do oświecenia. Lecz nie ma tu miejsca na opowieść o dwóch kroplach wody, które wpadną do tej samej kałuży, bowiem każda z nich podąża swoją własną ścieżką.

A co byście powiedzieli na wędrówkę w wysokie góry, wśród cicho szumiący drzew, plotkujących potoków i strumyków, uśmiechniętego słońca i porannej mgły? A zaraz potem na buddyjskie trwanie w teraźniejszości wraz z przyjaciółmi? Brzmi arkadyjsko, ale ci dwaj udowadniają, że to nic prostszego, jak tylko przygotować plecaki i po prostu wyruszać tam, gdzie nogi poniosą – ich akurat zawsze niesie w góry.

Raya i Japhy’ego nie sposób nie lubić. Zdobędą oni Twoją sympatię niedługo po tym, jak zaczniesz czytać – swoją otwartością na świat, poczuciem humoru i podejściem do życia stanowią przykład dla niejednego smutnego człowieka, zabieganego, zestresowanego. Oni są niemal jak duchowi nauczyciele, przywódcy, którzy pokazują, że jeśli się czegoś chce, wystarczy po prostu po to sięgnąć.
Kerouac pisze spontanicznie, pod wpływem chwili – co zresztą doskonale daje się zauważyć w sposobie narracji, ale to zdecydowanie atut tej książki! Poza tym, wyróżnia ją jeszcze mieszanka kultury wschodniej (poezją „Mroźnej Góry” czy buddyzmem) przeplatana amerykańską codziennością autostopowicza i podróżnika.

Nie wybaczyłbym sobie, nie wspominając o jednej, bardzo ważnej rzeczy na temat „Włóczęgów Dharmy”. Muszę zaznaczyć, że tak jak w przypadku „Cienia Wiatru” C. R. Zafóna, tak i tutaj, książka Kerouaca pozwala mi odnaleźć siebie, wejrzeć w głąb własnej duszy i poznać ją odrobinę bardziej. Tego typu książki cenię najbardziej – pewnie ze względu na wartość, jaką dla mnie mają, a także na przekaz, jaki w sobie zawierają.

Zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto jeszcze nie słyszał o Beat Generation, lub kto chciałby kontynuować przygodę z tym nurtem w rytmie jazzu i spotkań w galerii Six, ale tak naprawdę każdemu, absolutnie każdemu, który chciałby odnaleźć swoją drogę ku wolności.

Advertisements

5 thoughts on “Poemat o wolności Jacka Kerouaca

  1. Zachęciłeś mnie tym opisem. Gdy tylko skończę “Ty” i “Śnieżka musi umrzeć” (nie wspominając o książkach do licencjatu, no i o SESJI), to na pewno przeczytam. Ech, no i narzeczony polecił mi “Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć”. Chyba sugerował, że za bardzo narzekam : p. No ale ale, dodam sobie do “Lubimy czytać”, by nie zapomnieć. Albo przypomnij mi i tak <3.

zostaw komentarz

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s