O człowieku w czerwonej koszuli

jota

Luke, is that you? Yep. 

To chyba nie na miejscu określać się mianem dziwnego, przeciętnego czy jeszcze inaczej, ograniczając się do jednego, dwóch słów. To umniejsza wartość człowieka, o którym można opowiadać, pisać książki czy nakręcać filmy dokumentalne. Dlatego będzie długo i dużo.

Skoro już jestem, bo się urodziłem, to z pewnością znaczy. TO znaczy, że ja jestem tu po coś, tak jak Ty, który/a to czytasz. Obecna moja postać przybyła w Roku Psa (狗) za sprawą cudu. Jednakże już wcześniej uprawiałem duszobłąkanie zarówno na tym świecie, jak i w Pustce. Pytanie tylko: w ilu postaciach i ile razy? Znam odpowiedź – ale zapomniałem. Przypomnę sobie jak wrócę do domu.

Jestem super przystojnym półbogiem, a mój ojciec to Zeus. I oczywiście, że jestem mądry i pomocny, a ponadto mam schizofrenię i jeżdżę Porche. Widzisz, jakie to bez sensu? To, jaki jestem jest bardzo subiektywne, więc po co mam pisać, że jestem miły, skoro możesz uważać mnie za największego chama jakiego spłodziła Natura? No dobra, mógłbym Cię ostrzec przed pewnymi dziwactwami czy wadami, ale po co? Nie będę Ci psuć zabawy! Tak więc to Twoje pierwsze zadanie – wyrobić sobie zdanie o mnie i trzymać się tej opinii.

Mieszkam w tej śmiesznej Polsce i mam nadzieję uciec stąd jeszcze w tym roku. Oczywiście, jak się ma wtyki, można się ustawić i dobrze zarabiać nawet tu, ale tak czy tak nikomu nie życzę spotkania z tym światopoglądowym Ciemnogrodem, który bardzo chciałby być na Zachodzie, ale jak widzi czarnoskórego człowieka, to nie może powstrzymać się od złośliwych komentarzy. Nie, nie jestem patriotą. A właściwie… jestem, ale w sferze języka. Marzy mi się uczyć języka polskiego za granicą.

Mój kosmpolityzm na pewno zaprowadzi mnie dalej niż do sklepu po bułki, bo podróże! – to jest to! Co prawda, namiastką takiej włóczęgi mogę się pochwalić jedynie w postaci kilku obozów zagranicznych… ALE CO TO BYŁY ZA OBOZY! Jeśli w podróży przed siebie jest sto razy więcej emocji niż w zorganizowanym obozie, to, o Buddo Przewspaniały w świętej Pustce, proszę o więcej. To jest niewiarygodne, ile jest na tym świecie do zobaczenia, ile do wchłonięcia, a co poniektórzy chcieliby umierać, podcinając sobie żyły.

Tak jak nihilzm jest poniekąd peronem początkowym w filozoficznej podróży życia każdego z nas, tak ateizm jest w moim przypadku początkiem drogi duchowej. Co prawda, widziałem z oddali peron w mieście “Pan Bóg”, ale nigdy tak naprawdę tam nie dotarłem. Musiałem więc wrócić na peron dla ateistów i wsiąść w inny pociąg. Ten zaś już powoli wyrusza, lada chwila konduktor odgwiżdże gotowość i rozpocznę podróż ku temu ogromnemu Buddzie, którego widzę na horyzoncie. “(…) góra jest Buddą…”

Nie czyta książek 60%* z nas. Cudownie się czuję, będąc wśród tych 40%, którzy nie dają się ogłupiać mediom i wolą spędzić czas w podróży wgłąb swojej wyobraźni.  Przecież to jest jedna z niewielu rzeczy, której nikt nam nigdy nie zabierze. Pieniądze, samochody, domy, ba, nawet rodzina – te rzeczy kiedyś odejdą. Czym więc jest piękny, nowiutki samochód w porównaniu z półkami uginającym się od książek? Nie chcę nikogo obrażać, bo można po prostu nie lubić czytać, ale nie oszukujmy się, tracimy na tym wiele, czytając jedynie ulotki, które co chwilę ktoś nam podsuwa. A każda, absolutnie KAŻDA książka wnosi do mojego życia coś nowego, nawet jeśli mi się nie podoba. To jak, poczytamy?

Chociaż nie pochłaniam ich w ilości n-tej do kwadratu, nie gardzę, wręcz bardzo lubię. Filmy. Tylko błagam, nie mówię o keczupowych strzelaninach, w której liczą się efekty komputerowe (ale raz na jakiś czas, przyznaję, odmóżdża się przy nich doskonale); chodzi mi raczej o to niszowe kino, nie zjedzone przez komercyjne potrzeby widza – widza, który przychodzi, aby wyjść mądrzejszym, z jakąś nurtującą myślą w głowie czy choćby najmniejszą chęcią do przemyślenia pewnych spraw. Osobiście uwielbiam tę chwilę, gdy siedzę w kinie i myślę sobie “O rany, czuję się niesamowicie, wdychając wraz z powietrzem przekaz, jaki niesie ten film!”.

Cztery lata musiały minąć, zanim mi się odwidziała psychologia. Odwidziała jako kierunek studiów. Nadal jednak pozostała w kręgu moich zainteresowań. Wciąż chcę wiedzieć więcej i więcej o tym, jak funkcjonuję, w jakie pułapki wpadam, co mogę kontrolować, a czego nie, z której strony głowa mi się świeci, gdy to piszę, albo jak funkcjonują schizofrenicy. Dla mnie to wszystko jest tak fascynujące, że po prostu nie sposób przejść obok i zignorować. Chyba dlatego moją Biblią jest póki co “Psychopatologia”, którą gdy ujrzałem, prawie ukradłem, biedny ja, bez grosza przy duszy (kochana mama mnie uratowała!).

你好,sí, sí, te entiendo, JAWOHL – czyli o tym, jak bardzo kocham języki obce. Doznaję wręcz katharsis, jakiegoś mentalnego orgazmu, kiedy mam chwilę, żeby odprężyć się przy pisaniu po tybetańsku lub oglądaniu szwedzkiej telewizji. Zamierzam w niedalekiej przyszłości zostać ultrasupergenialnymhiperpoliglotą. Angielski, hiszpański, niemiecki, szwedzki, fiński, rosyjski, czeski, słowacki, węgierski, hawajski, mandaryński, gruziński, koreański, esperanto, łacina, arabski, hindi i hebrajski oraz jeden język migowy i jeden z języków saamskich. To taka wstępna lista, pewnie będzie się powiększała. I błagam… nie pytaj “po co Ci tyle języków?”, bo dostaniesz siekierą w łeb. To pasja, po prostu. Ktoś kiedyś powiedział: “Musisz sobie zadać jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubisz w życiu robić? A potem zacznij to robić…”, a więc robię to – inna sprawa, że zamierzam z tego żyć. Nie będę przecież spędzać połowy swojego dnia nad czymś, co mnie w ogóle nie kręci.

Marzenia? Mam ich bardzo wiele, pewnie jak większość ludzi. Kiedyś na pewno o nich napiszę. Osobiste dziwactwa? Nie wyłączam gazu, kiedy kończę gotować, chucham na lody, pierwsze co robię po obudzeniu to zakładam skarpetki (czy muszę mówić, że odwrotnie i nie do pary?)… ale to chyba nie jest do końca interesujące, więc może przestanę wymieniać i się ośmieszać.

Jestem sobie takim małym poetą, w przyszłości będę dokumentować swoje podróże na tle problemów społecznych na świecie. Lubię próbować, a więc pstrykałem już zdjęcia, bawiłem się w HTML-u, rysowałem, malowałem, hodowałem drzewko bonsai (no dobra, stoi do teraz na parapecie i więdnie), budowałem papierowe laptopy (chcesz jednego?), no, na pewno o czymś jeszcze zapomniałem.

Na pewno jestem jeszcze na etapie kształtowania swojego wizerunku, światopoglądu i siebie jako całokształtu, ale na dzień dzisiejszy wiem, że…

Jestem bogiem, jestem buddą. Mogę wszystko. I mam swoje Before I die… TUTAJ!

(nie ma tragedii, aż takie długie to nie wyszło)

*nie wiem czy to wiarygodne dane, ale pewne jest, że większość Polaków nie czyta.

5 thoughts on “O człowieku w czerwonej koszuli

zostaw komentarz

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s